Starcie

Po kilku minutach znaleźliśmy się nad Europą. Było widać stróżki czarnego piachu rozchodzące się niczym nić. Wyglądało to dokładnie tak samo, jak wtedy gdy Piasek wysyła swoje sny. Każdego z nas zmartwił ten widok, jednak naszym celem było znaleźć samego Mroka, aby to odwrócić. Złoty Ludek próbował zwalczyć wrogi piach swoim, jednak ten pierwszy był o wiele silniejszy i czerń przechodziła na złoto. Jak silny stał się Mrok? Do czego jest zdolny? Jak silny może się jeszcze stać? Każdy z nas zadawał sobie te pytania, jednak nikt nie znał odpowiedzi. Wiara dorosłych była krucha. Cała szóstka domyślała się już dzięki czemu Czarny Pan odzyskał moce, a nawet przerósł Strażników. Strach dorosłych. Gdy tylko dowiedzieli się o istnieniu Strażników Marzeń, zaczęli obawiać się tego, z czym oni walczą. Księciem Koszmarów. Nie znałam liczby dorosłych, którzy wierzyli w Wielką Piątkę, jednak domyślałam się, że ich ilość jest większa niż dzieci.

  — Jaki mamy plan?— zapytałam przerywając ponurą cisze.
 — My?— Zdziwiony North rzucił mi szybkie spojrzenie.— Myślałam, że nie chcesz być Strażniczką.

 — Nadal nie chce. — odparłam pośpiesznie. — Ale mamy wspólnego wroga... — Nie miałam ochoty się tłumaczyć. Nie przed nim. Może na to nie wyglądał, ale czułam, że mógł ze mnie wyciągnąć wszystkie informacje. Ja byłam samotnikiem i chciałam nim pozostać. Sama wybrałam taką ścieżkę.
 — Musimy jak najszybciej znaleźć Mroka. To się musi skończyć!— krzyknął zniecierpliwiony Zając, chcąc przebić wiatr. Kątem oka zerknęłam na Jacka, który wiercił się niecierpliwie na swoim miejscu. Niepokoiło mnie jego zachowanie. Wiedziałam, że Zaraza tworzy więź między nosicielem a Czarnym Panem, dlatego była niebezpieczna...
 — Jack, nie powinieneś zbliżać się do Mroka.— Zaryzykowałam, mając  nadzieję, że to jakoś pomoże. Jednak chłopak spojrzał na mnie, ze zdziwieniem unosząc krzaczaste brwi.— Nie wiemy do czego jest zdolny... Kolejna rana mogłaby...
 — Tym razem ktoś mnie ochroni. — przerwał mi ostro, odwracając wzrok. Nie rozumiałam go. Raz uważał, że postąpiłam dobrze, zaraz potem ma pretensje, że gdyby nie moje wahanie, to Mrok by go nie zranił, a zaraz potem wypomina mi brak reakcji. Sam sprowokował Czarnego Pana. Sam rzucił się na niego bez namysłu. Prosił się o to. Zagryzłam wargę, tłumacząc sobie, że to Zaraza na niego działa. Nie myślał jasno. 

 Po chwili zobaczyłam środek pajęczej sieci i gestem wskazałam Mikołajowi, by ruszył w tamtą stronę. Każdy z nas rozglądał się, szukając oznak Mroka.
 — Nie musicie się tak skradać.— Usłyszeliśmy drwiący głos. Niedługo potem go zobaczyliśmy. Wyglądał jak zawsze. Ponuro. Na bladej twarzy malował się ponury uśmiech.— Czekałem na was.

Nikt z nas się nie odezwał. Każdy miał w głowie pełno myśli i planów. Spojrzałam w dół i zauważyłam przechodniów. To była idealna okazja, aby zobaczyli jak Strażnicy za nich walczą. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, białowłosy skoczył do ataku. Przeklęłam pod nosem i szybko ruszyłam za nim, krzycząc do Northa;

 — Zajmijcie się Koszmarami.— Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, grupa Strażników została otoczona przez atramentowe ogiery.
 Jack mierzył w Mroka swoim drewnianym kijem, zaostrzając jego krzywy koniec warstwom lodu.

 — Jack, stój!— Ale mnie nie posłuchał. Powietrze rozniosło głośny śmiech Czarnego Pana, a ja nie mając innego wyboru popędziłam w ślad Jacka. Wyjęłam swój perłowy miecz z pochwy. W rękach wroga pojawiła się długa  kosa, którą zablokował nas oboje. Tak jak się obawiałam, każdy cios  Mroka skupiał się na białowłosym. Cały czas szukałam wyjaśnienia, jego zainteresowania, ale nie mogłam go znaleźć. Przecież już był Zarażony. Zginie... — Przez tą myśl straciłam koncentrację, a Czarny Pan wykorzystał to, by odrzucić mnie, przy okazji raniąc moje lewe przedramię. Jack rzucił mi szybkie spojrzenie i to był błąd. Mrok wziął szeroki zamach i z całej siły uderzył chłopaka. Mimo iż udało mi się sparować atak, to siła uderzenia pchnęła go na ścianę budynku. Spojrzałam na Strażników, którzy dzielnie walczyli z Koszmarami, ale nie było widać ich końca. Oni także potrzebują pomocy — pomyślałam, ale nie mogłam zrobić nic innego jak ponownie rzucić się do ataku. Chwyciłam miecz oburącz i z całej siły zaatakowałam wroga, wypuszczając przy tym swoje czerwone płomienie.

 — Boisz się o niego. — stwierdził zadowolony Mrok. Mój żołądek się ścisnął. Czy tak łatwo można było mnie przejrzeć? — Wielka Wojowniczka Słońca martwi się o marnego Strażnika. — dodał szyderczo. Parując mój kolejny atak wbił we mnie swoje spojrzenie. — A może wcale nie chodzi o niego?— Uśmiech nie znikał z jego ust. Na chwilę rozluźniłam mięśnie, co nie uszło jego uwadze. W jednej chwili czarny piach pchnął mnie, a ostrze jego broni wbiło się w moją skórę na brzuchu, nie chronioną przez zbroję. Musiałam użyć więcej mocy. Lewą ręką spróbowałam zatamować krew, a drugą, w której trzymałam broń, wyciągnęłam przed siebie. W jednej chwili czerwony ogień rozprzestrzenił się również na nim. Widziałam na twarzy mojego wroga wahanie, jednak po chwili zniknęło, by dać miejsce zadowoleniu. Tego właśnie chciał. Ale dlaczego? Na czym mu zależało? Zadawałam sobie te pytanie bez przerwy. Rzuciłam się do ataku, mając nadzieję, że zwyciężę siłą, jednak on z łatwością parował każdy mój atak. 
 — Czyżby dalej trapiło cię to, co stało się z Zimą? 

 — Zamknij się. — warknęłam, wzmacniając jeszcze bardziej moją moc. Czułam, że parowanie moich ataków wychodzi mu coraz ciężej, jednak uśmiech nie znikał z jego twarzy.

 — Nadal gryzie cię poczucie winy?— kontynuował spokojnym głosem. Byłam świadoma tego, że chce mnie sprowokować, ale mimo prób, nie potrafiłam się uspokoić.

 — Powiedziałam żebyś się zamknął!— Co słowo wykonywałam kolejne ciosy. Z prawej. Z lewej. Góra. Pchnięcie. Ogień zaczął już przechodzić na resztę mojego ciała. Wykorzystałam to, łapiąc za broń Mroka i sprawiając, by ona również zapłonęła. Po chwili zamieniła się w twardą, szklaną rzeźbę.
 — Spójrz ile razem możemy... Nadal możesz do mnie dołączyć i odzyskać Zimę. — Ściszył głos, tak bym tylko ja go słyszała. Gapiłam się na stworzone przez nasze moce szkło. Lśniło w blasku księżyca...

 — Zima nie żyję.— wyszeptałam. Te słowa były dla mnie niczym trucizna.
 — Nawet nie wiesz jak się mylisz... On nadal żyje.— Zanim zdążyłam zapytać co miał na myśli, zobaczyłam jak Jack skacze do ataku. W tej samej chwili Mrok jedną ręką złapał moje ostrze i wycelował kosę w moją lewą dłoń, którą chroniłam świeżą ranę. Ostrze po raz kolejny mnie przecięło. Tym razem głębiej. Krzyknęłam z bólu, a za nim zdążyłam zareagować mężczyzna mnie mocno pchnął. Usłyszałam wrzask Jacka, a potem odgłos walki. Spojrzałam w ich stronę i zobaczyłam jak białowłosy rzuca w Mroka wiele lodowych pocisków. Niektóre z nich trafiły.
 — I o to chodzi!— Zaśmiał się ponuro Czarny Pan. Jack nie zatrzymując się ponowił atak po raz kolejny, bez przerwy. Tym razem nie mogłam mu pomóc. Nie miałam sił. Dwie głębokie rany wysysały ze mnie wszelką energię. Zwróciłam się w stronę Strażników, mając nadzieję, że oni mogą pomóc chłopakowi, jednak liczba Koszmarów nie zmalała. Mogłabym powiedzieć, że wręcz przeciwnie. Dlaczego Mrokowi tak bardzo zależy, aby walczyć z Jackiem? Szukając odpowiedzi, wspomniałam walkę Mroka z Piaskiem. Wtedy także Ludek został odizolowany od grupy, aby Czarny Pan mógł się go w spokoju pozbyć. Czy właśnie o to chodziło? Żeby pozbyć się Mroka? Nie miałam czasu na dalsze myślenie. Dwa Koszmary ruszyły w moją stronę. Czułam się słabo, nie byłam w stanie unieść miecz. Obraz przed oczami się rozmazał. Czułam spojrzenie Jacka na sobie, a w głowie krążyła jedna myśl. Nawet o tym nie myśl, Jack...— chciałam to powiedzieć, ale słowa nie wyszły z moich ust. Błysk w oczach Mroka przekonał mnie, że po raz kolejny wszystko idzie zgodnie z jego planem. Zacisnęłam zęby, planując dostać się do białowłosego.
 — Jack... — wyszeptałam cicho. Dlaczego byłam aż tak słaba? Koszmary były już przy mnie, szykując się do ataku. Czy taki miał być mój koniec? Powieki zaczęły opadać, a ostatnie co widziałam to błękitne oczy Jacka... Bolesne wspomnienie... A potem błysk. Wiedziałam co to znaczy. Mróz wykorzystał swoją pełną moc, aby pozbyć się koszmarów, tak jak to zrobił dziesięć lat temu. Krzyczałam w myślach, chcąc temu zapobiec, ale siły opuszczały moje ciało. Dlaczego on to zrobił? Chciałam tylko,aby był bezpieczny. On miał być bezpieczny, a ja mu tego nie zapewniłam. Zanim ogarnęła mnie ciemność usłyszałam śmiech Czarnego Pana, który po raz kolejny zwyciężył....

Pozdrowienia

Marethyux ❄