BodyGuard

Szybkim krokiem szliśmy długim korytarzem, prowadzeni przez Astera. Nie chciał nam zdradzić co działo się z Jackiem. Sądził, że będzie lepiej jeśli to zobaczymy. Ja za to nie mogłam pozbyć się poczucia winy. Wiedziałam, że mogłam zrobić coś więcej dla białowłosego chłopaka, lecz stchórzyłam, czego Mrok się spodziewał. A ta świadomość, że wszystko poszło zgodnie z jego planem, irytowała mnie jeszcze bardziej. Ale jaki był jego plan? Zacisnęłam pięści, próbując pozbyć się uczucia bezradności i spojrzałam na Nicholosa, idącego tuż obok mnie. Na twarzy mężczyzny malował się niepokój. Tak samo jak ja chciał wiedzieć co działo się ze Strażnikiem.
 Stanęliśmy przed drewnianymi drzwiami, a Zając wskazał nam gestem, byśmy weszli.
 — Auć!— Usłyszeliśmy ze środka. North otworzył drzwi, wchodząc do pomieszczenia. Znaleźliśmy się w pół-pustym pokoju, w którym znajdowało się jedynie łóżko i wielka szafa, a na podłodze walały się przeróżne książki. Kamienne ściany pozostawały puste. Czyżby to był pokój Jacka?— zastanowiłam się.
 — Mogłabyś trochę delikatniej? Zaraz się wykrwawię.— Doszło do mnie narzekanie chłopaka, nad którym stała Ząbek i czyściła jego ranę.
 — Musisz przestać się wiercić. — upomniała go kobieta, na co chłopak przewrócił oczami. Zbliżyliśmy się z Northem do jego posłania, chcąc dowiedzieć się co tak zmartwiło Astera. Zobaczyliśmy odsłonięte plecy Jacka, na których znajdowała się pozornie mała rana. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że nie było w niej nic dziwnego. Dopiero po chwili zrozumiałam. Skóra na około rany była czarna. I nie chodziło tu o skrzepniętą krew, bo ta nadal była szkarłatna. 

 — Co to jest? — zwrócił się Nicholas do Ząbka, lecz ona jedynie wzruszyła ramionami. 
 — Nie wiemy. — wtrącił Zając. — Piasek ma swoją teorię... — Oddał głos Piaskowi, który pokazał trzy znaki nad głową: siebie, strzałę i Mrok. Wiedziałam, że ma rację. Już widziałam podobną ranę, ale nie miałam pojęcia co grozi chłopakowi.
 — Chcesz powiedzieć, że to przez czarny piach? — zapytał North, a Piasek pokiwał głową. Czy powinnam zdradzić Strażnikom co wiem? Po reakcjach jakie mieli co do wszystkiego, co było połączone z Czarnym Panem, wnioskowałam, że znowu przyjdzie im do głowy zły pomysł. A ja nie wiedziałam o tym wystarczająco dużo, aby wybić im te pomysły z głowy. Nie... Musiałam zostawić to dla siebie i co najwyżej poinformować Jacka o tym co się z nim dzieje.
 — Zostaniesz tu póki się nie dowiemy co to i jak się tego pozbyć. — Powiedział stanowczo Mikołaj. Chłopak od razu się oburzył.
 — Co? Nie zatrzymasz mnie tu! — zbuntował się. Zdawałam sobie sprawę, że North jest na wyczerpaniu, więc podjęłam decyzję.
 — Zostanę z nim. — oświadczyłam cicho, na co każdy spojrzał na mnie ze zdziwienie, prócz Jacka. On miał wzrok dziecka, któremu właśnie odebrali ulubioną zabawkę.
 — Jesteś pewna? — Upewnił się mężczyzna, a w jego głosie usłyszałam nutkę nadziei. 
 — Ktoś musi z nim zostać. A jako jedyna z was nie mam żadnych obowiązków na ziemi. — Wysłałam Mikołajkowi lekki uśmiech, za to Jack wykorzystał szansę.
 — Ja też mam obowiązki!
 — Jestem pewna, że dzieci dadzą sobie radę. A zima dopiero minęła. Masz czas odpocząć. — Ząbek puściła mu oczko, a chłopak westchnął zrezygnowany. 
 — Jakbyś czegoś potrzebowała, daj znać elfom.— usłyszałam, gdy każdy wyszedł. Po chwili w pokoju zostałam już tylko ja i białowłosy. 
 — Świetnie. Do szczęścia brakował mi tylko bodyguard. — powiedział uszczypliwym głosem. Nie odpowiedziałam, wzięłam się za przeglądanie książek. Gdy znalazłam jedną co mnie zaciekawiła, usiadłam na zimnej podłodze i zanurzyłam się w lekturze. — A na dodatek niemowa. — burknął pod nosem i podjął próbę podniesienia się do pozycji siedzącej.
 — Nie radze... — zaczęłam, lecz chłopak mnie uciszył. Wzruszyłam ramionami i pozwoliłam kontynuować. Po chwili usłyszałam jak Jack syknął z bólu, jednak udało mu się usiąść na brzegu posłania. Prychnęłam cicho, myśląc o jego upartości, która była jak przypomnienie dawnego snu. Chłopakowi udało się przesiedzieć w ciszy jedynie kilka sekund.
 — Co ciekawego czytasz?— zagadał mnie, chcąc przerwać panującą między nami ciszę.
 — Struktura ludzkiego ciała.— podałam mu tytuł książki. Chciałam dać mu do zrozumienia, że nie mam ochoty na pogaduchy. Jack zamarudził, ale nie wychwyciłam żadnego słowa, lecz odpuścił sobie próby nawiązania rozmowy.
 Po pewnym czasie białowłosy złapał jedną z wielu książek i także zaczął czytać. Ja natomiast dawno przestałam się skupiać. Głowę zapełniało mi pełno pytań, takich jak: dlaczego Mrok nie zabił Jacka? Przecież wystarczyłoby, żeby przesunął ostrze delikatnie w bok, a rana byłaby śmiertelna.
 To przez takie pytania wzbierał się we mnie strach. Nie samego Mroka, a niewiadomej jaką się stał. Nie tylko nie znaliśmy jego planów, ale także nie mieliśmy pojęcia dlaczego staje się coraz silniejszy. Czego ode mnie chciał? Niewiedza to najgorsze co pomogło nas dopaść... Chciałam jakoś porozmawiać z Słońcem, lecz ona odcięła się ode mnie tak samo jak Księżyc od Strażników.  Sfrustrowana myślami, gwałtownie zamknęłam książkę.
 — Czy musisz taka być? — zapytał mnie, podnosząc wzrok.
 — Jaka? — odparłam, nie rozumiejąc.
 — Właśnie nijaka. Jakby nic cię nie ruszało. Nawet tam, przed domem tej dziewczynki, groźby Mroka cię nie dotknęły. — Jego słowa zabolały. Wiedziałam, że to było okrutne myślenie, ale byłam świadoma jakie konsekwencje niosłoby poddanie się.— A gdy złapał mnie, zawahałaś się. Dlaczego? — Chciał odpowiedzi, których ja nie miałam ochoty udzielać.
 — Nie zawahałam się. — Skłamałam. 
 — Gdybyś tego nie zrobiła, to może nie skończyłbym z ostrzem wbitym w plecy. — rzekł kąśliwie. Wiedziałam co miał na myśli.— Jednak nie rozumiem dlaczego to skłoniło cię do poddania się. Czyżby mój osobisty urok? —  dodał, uśmiechając się szeroko. Wzniosłam oczy ku niebu, nie powstrzymując słabego uśmiechu. Ale chłopak nadal czekał na odpowiedź.
 — Miałeś kiedyś kogoś, za kogo oddałbyś życie? —zapytałam, nadal na niego nie patrząc.
 — Oddałem. Właśnie dlatego wybrał mnie Księżyc. A ty? — spuściłam na niego swój wzrok i uśmiechając się smutno, odpowiedziałam;
 — Miałam. Ale nie było mi dane oddać za niego życia. — Wiedziałam, że chłopak chce pytać dalej. Tymczasem do pokoju weszła Ząbek, a z jej twarzy wyczytaliśmy, że coś jest nie tak. 
 — Światełka znikają. — wytłumaczyła, nie czekając na nasze pytanie. Gestem pokazała byśmy za nią poszli. Jack, mimo rany, dotrzymywał nam kroku, a ja nie potrafiłam się powstrzymywać od spoglądania na niego co kilka sekund.
 Po chwili doszliśmy do sali Sfery Snów. Nie potrzebowaliśmy nawet sekundy, żeby zrozumieć co się działo. W północnej Europie gasły pomarańczowe światełka, a w południowej zaczynały migotać.
 — Mrok? — zapytał Jack. Nicholas zlustrował go wzrokiem, po czym wrócił do panelu sterowniczego. Skinął głową w odpowiedzi. Widziałam, że każdy się tym przejął. Dorośli przestawali w nich wierzyć, zapewne za sprawką Czarnego Pana.  
 — Musimy tam iść. Jeśli się im pokażemy...— zaczęła Ząbek, lecz Mikołaj uciszył ją gestem. Gładził się po brodzie, tak jak za każdym razem gdy podejmował decyzję. 
 — Nicholasie, nie mamy czasu. Pojawienie się tam to jedyna szansa. — wtrąciłam się, na całe szczęście North mnie posłuchał. 
 — Wszyscy do sań!— krzyknął. — Bez wyjątków. — oznajmił Zającowi, który już otworzył usta. Pomarudził pod nosem, ale poszedł za resztą. Doszliśmy do lodowatego zagłębienia, które widziałam po raz pierwszy, a zza wielkiej, drewnianej bramy, zaczęły wychodzić potężne renifery. Osobiście nigdy nie przepadałam za tymi zwierzętami. Nie należały do tych przyjacielskich. Wiedziałam, że nimi dojdziemy do celu szybciej niż za pomocą Wiatru. Jack zdawał się już zapomnieć o bólu i jako pierwszy wskoczył do sań. Było widać, że się niecierpliwi, a mnie, tak jak i Nicholasa, te zachowanie zmartwiło.
 — No dalej. Nie mamy czasu do stracenia!— ponaglił całą piątkę. Gdy każdy siedział już w saniach North złapał za lejce i zaśmiał się grubo.
 — Zapnijcie pasy!
                                             

Pozdrowienia

Marethyux ❄