Propozycja

 — Musimy za nią iść! — krzyknął Zając, rzucając się w stronę okna, jednak język czerwonego ognia powstrzymał go, zmuszając do wrócenia na miejsce. Pod nosem mruknął wiązankę przekleństw.
 — Jesteśmy w pułapce. —stwierdził spokojnie North gładząc swoją siwą brodę, wpatrując się cały czas w jasną tarcze Księżyca.
 — No ale przecież nie możemy dać jej tak po prostu odejść!— Oburzył się Aster. — Pomogła uciec Mrokowi! — Dodał, rzucając pośpieszne spojrzenia do każdego z towarzyszy, lecz wszyscy odwrócili wzrok. W wielkiej sali zapadła grobowa cisza. Nikt nie był pewien co powinien zrobić. Przecież ta sytuacja ma wiele niedociągnięć, co widział każdy prócz upartego Zająca.
 Zębowa Wróżka i Piasek wymienili znaczące spojrzenia, po czym kobieta wysunęła się trochę do przodu, uważając na groźny płomień.
 — Chłopcy... Wymieniłam z Piaskiem kilka zdań i oboje możemy z pewnością stwierdzić, że żadne z nas nie miało styczności z tą dziewczyną. Jakbyś się zastanowił, North, to sam byś powiedział to samo. — Mówiła spokojnie, bez unoszenia się, a mimo to każdy Strażnik wysłuchał ją uważnie. Jack czasami był zdumiony jaki szacunek panuję wśród nich, gdy pozornie ciągle się kłócą. Po jej słowach każdy zaczął się zastanawiać, a wielki mężczyzna przeszukiwał każdy zakątek swojej pamięci, szukając imienia, które podała blond włosa dziewczyna. Co prawda nie mieli żadnych powodów, aby wierzyć, że właśnie tak się nazywa, ale również nie mieli innych poszlak.
 — No nie przypominam sobie tego imienia...— rzekł po dłuższym zastanowieniu Mikołaj.
 — A mianowicie to co to znaczy, co?— zapytał zniecierpliwiony Aster. 
Mikołaj westchnął głośno, spuszczając wzrok na przygaszający ogień.
 — Że jest starsza od każdego z nas. — rzekł cicho, patrząc na powolny taniec czerwonych płomieni, które walczyły o przetrwanie. Ze zdziwieniem stwierdził, że niczego nie spaliły.
 — A-ale jak to starsza? Od wszystkich? — W odpowiedzi North skinął głową. Zając zaniemówił. Po raz pierwszy coś sprawiło, że zaczął się zastanawiać nad słusznością swoich podejrzeń.
 — A co jeśli to prawda? — Wtrącił Jack, który do tamtej chwili stał nieopodal całej grupy, jedynie się przyglądając. — Jeśli na prawdę jest jego córką? — Dokończył, wskazując na Księżyc.
 Mikołaj spojrzał na niego, a chłopak był w stanie wyczytać z tych wielkich, niebieskich oczu, że się przejmował. Nie rozumiał tego do końca, jednak North był bardzo oddany swojemu zadaniu, a jako pierwszy Strażnik, traktował każdego z nich jak własne dziecko. Więc mimo, że nie znał Lux, czuł się za nią odpowiedzialny. Wzniósł wzrok ku niebu, usilnie próbując cokolwiek wyczytać z nieprzeniknionej tarczy Księżyca, jednak ten milczał. Zmęczony przetarł dłonią oczy i wracając spojrzeniem na Jacka, powiedział. 
 — Musimy ją znaleźć i to wyjaśnić, Jack. — Mówił tak cicho, że tylko chłopak go usłyszał. Podszedł do niego jeszcze bliżej.
 — Znajdę ją. — Uśmiechnął się, aby podnieść Northa na duchu i poklepał go po ramieniu. Mężczyzna skinął głową, a zaraz potem zmarszczył ciemne, krzaczaste brwi. 
 — Liczę na ciebie, ale jak to zrobisz? — Chłopak poczuł jak uśmiech na jego ustach się poszerza. Gotowy do wyruszenia przez te same wielkie okno, którym wyleciała Lux, rzucił ostatnie spojrzenie towarzyszom. 
 — Powiedzmy, że mamy wspólnego przyjaciela. — wyszeptał i wzbił się w powietrze szybko znikając z oczu Strażników.
                                                                          *   *   *
 Leciałam tuż pod cienką warstwą chmur, aby poczuć bliskość Słońca. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo chciałam by była tam... Obok. Oddałabym wszystko, by móc znowu poczuć jej ciepło. Ale nie było mi to dane. Zostałam skazana na wieczne życie ziemskie. Bez celu i w samotności.
 Nie musisz być samotna— usłyszałam cichy głosik, który od wieków starał się wydostać na powierzchnie. Potrząsnęłam głową, żeby się go pozbyć.
 Byłam wściekła i nie potrafiłam zrozumieć na co... Na Mroka? Strażników? A może na własną głupotę i naiwność? Od bardzo dawna pilnowałam spokoju samotnie, aż nagle pojawiła się szansa, aby to zmienić. Przeklęłam pod nosem, chcąc zapomnieć. Pozwoliłam, aby Wiatr mnie niósł, a ja zaczęłam wspominać odległe czasy, kiedy nie byłam, aż tak samotna. Kiedy u mojego boku stał mój pierwszy i ostatni towarzysz. Po tamtych czasach został mi jedynie Wiatr. Trzymaliśmy się razem w żałobie po utraconym przyjacielu i tak już zostało, że staliśmy się nierozłączni. No przynajmniej do czasu, aż nie pojawił się Jack Mróz, za którym Wiatr od kilkuset lat szaleje. Jak zakochana nastolatka — przeszło mi przez myśl. Zaczęłam przeglądać wszystkie znane mi miejsca, w poszukiwaniu takiego, gdzie mogłabym mieć spokój. Choć jedyne miejsce gdzie na prawdę chciałabym się znaleźć to Miasto Świateł... 
 Zanim zdążyłam wybrać cokolwiek Wiatr gwałtownie zmienił kierunek. Szybko zrozumiałam dlaczego.
 Kilkaset metrów ode mnie widziałam ciemną plamę, którą z pewnością był Jack. Nawet z takiej odległości widziałam jego białe włosy i błękitne oczy wpatrujące się we mnie, jakbym w każdej chwili miała zniknąć. I zrobiłabym to, gdyby Wiatr mi na to pozwolił, ale pomimo moich protestów utrzymywał mnie w miejscu.
 — Zdrajca... — warknęłam.
 Chłopak zbliżał się do mnie z dużą prędkością, a ja wiedząc, że nie mam co liczyć na wypuszczenie mnie, wyczekiwałam. Przyglądałam się mu i mimo że, niezbyt go lubiłam to bardzo podobała mi się jego bluza, na której drobinki lodu lśniły odbijając słoneczny blask.  Po kilku sekundach doleciał i z ulgą wypuścił powietrze.
 — W końcu! Od kiedy Wiatr potrafi nieść tak szybko? 
 To nie tylko Wiatr — odpowiedziałam w myślach, jednak na głos nie wypowiedziałam niczego. Patrzyłam na niego, podejrzliwie kontrolując każdy jego ruch. Cały czas trzymałam dłoń na rękojeści. Zrobiłabym wszystko, byleby nie dać się złapać. Cisza trwała dłuższą chwilę.
 — Czego chcesz? — zapytałam w końcu, chcąc doprowadzić to do końca. Nie byłam w stanie nic wyczytać z jego twarzy. Ciekawiło mnie czy robił to specjalnie, czy może jednak miał coś wspólnego z Mrokiem.
 — Chce zrozumieć. — odpowiedział tak cicho, marszcząc brwi.
 Zdziwiły mnie jego słowa. Co on chciał jeszcze zrozumieć?  Starałam im się wszystko wytłumaczyć, a oni chcieli zamknąć w celi. Prychnęłam głośno.
 — Co cię bawi? — Czy on na prawdę nie wiedział?
 — Pomyślmy... — zaczęłam łapiąc się pod boki. Niecałą godzinę temu ty i twoi kochani Strażnicy chcieliście mnie zamknąć! — mimowolnie podniosłam głos.
 Białowłosy uciekł wzrokiem, tak jak myślałam. Byłam pewna, że chce mnie z powrotem zaciągnąć do Bazy, a skoro siłą nie był w stanie, to chciał użyć podstępu.
 — Ja im nie pomagałem. — mruknął tak cicho, że ledwo go usłyszałam. Tak, widziałam, że nie kiwnął palcem gdy Piasek mnie unieruchomił a Zając atakował. Mógł znacznie utrudnić mi ucieczkę, ale tego nie zrobił i oczywiście dręczyło mnie pytanie dlaczego? Przecież widziałam, że tak samo jak reszta, Jack mi nie wierzył. A zdrajczynie trzeba potraktować jako taką. — Nie potrafię zrozumieć samego siebie, ale czuję, że nie masz nic wspólnego z Mrokiem. No może poza twórcą.
 — Słońce to nie mój twórca, a matka. — poprawiłam go.
 — Przepraszam... Ale wiem, że na swój sposób chciałaś nas chronić. — Dokończył. Był blisko mnie, unosiliśmy się w powietrzu na przeciwko siebie. Nie chciałam nic odpowiedzieć. Nie miałam zamiaru się tłumaczyć i gdybym tylko mogła uciekłabym, ale Wiatr, którego uważałam za wiernego przyjaciela, zdradził mnie i nie pozwalał nawet upaść. 
 Zaczynało robić się chłodno, a Słońce schowało się za warstwą coraz gęstszych chmur, zostawiając mnie samą.
 — Nie wrócę...— zaczęłam, lecz widok czarnego cienia wśród drzew mnie zaniepokoił. Jack równiez go dostrzegł. Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenie i ruszyliśmy za Koszmarem, który teraz pędził niczym wiatr, przez zieloną polanę. 
 Czułam, że to pułapka. Że Czarny Pan chce mnie zagonić w kąt. Nie potrafiłam tylko zrozumieć czego ode mnie chciał.
 Lecieliśmy dłuższy czas, aż na niebie zapanowała noc. Teraz to Księżyc nas pilnował, a my nie spuszczaliśmy wzroku z smolistego ogiera, aż w końcu zatrzymał się przed domem rodzinnym, który mieścił się w niewielkim miasteczku. W domku świeciło się tylko jedno okno, a czarny koń stanął właśnie przed nim, ruszając się niespokojnie. Nie musieliśmy długo czekać na wyjaśnienie. Czarny Pan wyłonił się z cienia i od razu ruszył w naszą stronę powolnym krokiem.
 — Jack... Miło cię widzieć, ale zaproszenie było skierowane do Wojowniczki Słońca. — rzekł drwiącym  głosem.
 — Czego chcesz? — zapytałam twardo, tak samo jak wcześniej białowłosego.
 — Tak się wita braciszka? — Udał urażonego, ale po niecałej sekundzie ponownie obojętność zapanowała na jego twarzy. — Wspominałem ci, że moja propozycja jest nie do odrzucenia, prawda? — Przypomniał mi nasze spotkanie z poprzedniego dnia. — Widzisz... W tym domku żyje mała dziewczynka, która bardzo, ale to bardzo — ciągnął "smutnym" głosem — boi się Czarnego Pana —  Dokończył, a jego ciemne usta wykrzywiły się ukazując szereg ostrych zębów. 
 Dobrze wiedziałam do czego zmierza, ale nie ruszyło mnie to. Chłopak stojący u mojego boju nie myślał podobnie do mnie.  Od razu zareagował na zaczepkę mężczyzny, rzucając się na niego z wyciągniętym kijem, na co Mrok głośno się zaśmiał.
 — Przyłącz się do mnie, a nic nikomu się nie stanie. — Mówił głośno, podkreślając słowo "nikomu", Wiedziałam, że nie ma na myśli dzieci... Jack... 
 — Nie słuchaj go Lux — Nie miałam zamiaru... Wiedziałam, że gdybym dołączyła do Czarnego Pana ucierpiałby każdy w jego zasięgu. Nie musiałam znać jego zamiarów, aby być tego świadoma. Powtarzałam sobie te słowa, więc czemu czułam potrzebę oddania się?
 — Jack, odejdź od niego. — odezwałam się, starając zachować spokój. Co się ze mną dzieje? — pytałam samą siebie. Białowłosy i Mrok skrzyżowali bronie, a na twarzy wroga pojawił się triumfalny uśmiech.
 — Pożegnaj się. —wypowiedział bezdźwięcznie. Stałam nieruchomo, czując jak ściska mi się żołądek.
 — Jack... — wyszeptałam, a w oku zakręciła się łza. Co się ze mną dzieje?!
 W mgnieniu oka Mrok złapał za nadgarstek chłopaka i wykręcił go tak, by odwrócić go twarzą do mnie. Widziałam grymas bólu na jego bladej twarzy. 
 — To jak będzie? — Uśmiech nie znikł z jego twarzy. Słyszałam go jak przez szkło. Jedyne co do mnie docierało to przerażone błękitne oczy i czarny piach, który formował ostrze...

Pozdrowienia

Marethyux ❄