Wyznanie

 – O czym ty mówisz? – zapytałam, patrząc na niego jakby mi mówił, że jest Św. Mikołajem. 
 – Księżyc wybrał cię na nową Strażniczkę. – powtórzył białowłosy.
 Nic nie odpowiedziałam. Zagłębiłam się w swoich myślach. Jak to Księżyc mnie wybrał? Przez dwa tysiące lat nie odezwał się do mnie słowem, a teraz miał czelność mnie wybierać?!
 Wzbiłam się w powietrze czując jak gniew się we mnie wzbiera. Na czarnym niebie wisiała wielka, biała tarcza Księżyca. Rozświetlała świat swoim bladym blaskiem. Przyglądałam się mu, rzucając wściekłe spojrzenie. Ale on nie zareagował. Nigdy tego nie robił. Milczał, a ta cisza rozrywała mnie od środka. 
 – Nie bawię się tak. – powiedziałam krótko. Cisza. – Dobrze wiesz, że nie masz prawa tego robić! – Krzyknęłam, ale ponownie nie dostałam odpowiedzi. Nie, nie miałam zamiaru zostać Strażniczką. To był jego świat, do którego ja nigdy nie należałam i nie miałam zamiaru zacząć teraz.
 Niebieskooki wzniósł się na mój poziom.

 – Słuchaj. Mnie też się to nie podobało. Ale skoro Księżyc cię wybrał, to znaczy, że dzieci cię potrzebują.
 – Nie porównuj mnie do siebie Jacku Mrozie. – powiedziałam chłodno, patrząc na niego tym samym wzrokiem, którym niedawno obdarzyłam Księżyc. 
 – Mrok powrócił. A skoro Księżyc wybrał nowego Strażnika, coś musi być nie tak. 

 – Poradzę sobie z Mrokiem.
 – Nie poradzisz. – Podtrzymał moje spojrzenie. Zapadła między nami cisza, w której toczyliśmy między sobą zaciekłą walkę.

 – Nic o mnie nie wiesz. – wyszeptałam.

 – To prawda. Ale wiem, do czego może być zdolny Mrok. – Jego głos brzmiał pewnie. Nie wiem dlaczego, ale już wtedy mnie przekonał. Cichy głos podpowiadał mi, że na tą walkę dobrze by było zdobyć sojuszników. A na razie moim zamiarem było zdobyć informacje, które oni mogli mieć. 
 Spojrzałam jeszcze raz na Księżyc. Wiedziałam, że nie poddam się jego woli. To nie on decydował o moim losie. 

 – Pójdę z tobą. Ale nie zostanę Strażniczką.
Białowłosy nie odpowiedział tylko uśmiechnął się jakby mówiąc "tak, jasne". Poszybował w stronę bieguna, a ja za nim. Wtedy nie wiedziałam co mnie czeka. Mrok stał się potężny, a ja nie znałam jeszcze powodu. Wkrótce wiele miało się zmienić....
                                                                                     ~ * ~
 W ciągu godziny dolecieliśmy do Bazy Mikołaja. Bywałam tu już kilka razy, sprawdzając czy wszystko idzie jak powinno. Takie było moje zadanie. Pilnować, by nic nie zakłóciło porządku. Stanęliśmy przed wielkimi, dębowymi wrotami, które otworzyły się, jakby zapraszając nas do środka. Szliśmy długim korytarzem cały czas w ciszy. Moja zbroja brzęczała, a dźwięk odbijał się o puste ściany robiąc echo. 
 Po kilku minutach znaleźliśmy się w wielkiej sali, na której środku stał ogromny glob. Świeciło się na nim miliardy małych, złotych światełek. Były też pomarańczowe, ale należały do zdecydowanej mniejszości. Przy panelu sterowniczym stało dwóch yeti, a wszędzie krzątały się małe elfy w czerwonych czapkach roznosząc przyjemny dźwięk dzwoneczków przyczepionych do szpiczastego końca. 
 – Gdzie jest North? – zapytał jednego z owłosionych stworów, który wskazał mu wielką łapą windę. –   Dzięki.
Chłopak pokazał mi gestem bym poszła za nim. Nigdy wcześniej nie spotkałam żadnego ze Strażników. Widziałam ich jedynie z daleka. Wielcy i potężni. Niezwyciężeni. Winda zjechała w dół. Czułam się dziwnie. Jakby nie na miejscu, ale to było naturalne. Od setek lat nie chciałam mieć nic wspólnego z Strażnikami. Nawet nie wiedzieli o moim istnieniu, dopóki drogi Księżyc nie raczył ich o tym poinformować.
 – Słuchaj... – zaczął chłopak, gdy widna się zatrzymała, a my wyszliśmy przechodząc przez yeti i elfów tworzących zabawki. – Mikołaj może być trochę... Jakby to powiedzieć...Uparty. Nawet bardzo. – dokończył śmiejąc się pod nosem. – Ale nie zraź się. Nie jest aż taki zły. – dodał, otwierając drzwi, które wprowadziły nas do mniejszego pomieszczenia, w którym znajdowało się mnóstwo zabawek, figurek z lodu i duża, świecąca czerwonymi, żółtymi i niebieskimi lampkami choinka. Zaraz przy oknie, dającym widok na biegun, stało drewniane biurko, a przy nim Mikołaj. Od razu usłyszał nasze przybycie. Wstał i z groźną miną na nas spojrzał. 
 – Jestem  zajęty. – zaczął, ale gdy ujrzał Jacka na jego twarzy zawitał uśmiech. – Znalazłeś ją! Dobra robota Jack.  No, to dam znać reszcie i zaraz zaczniemy ceremonie.

 – North, zaczekaj.  – powiedział niepewnie chłopak.

 – Gdzie moje maniery! Mam na imię North i jestem Strażnikiem Zachwytu. – powiedział głośno, wyciągając swoją potężną dłoń. – Miło mi cię poznać. 
 – Lux. – Podałam mu swoją, dorównując mu siłą uścisku.
 – Ho ho! Uścisk godny mężczyzny! – Zaśmiał się głośno. – Bez urazy. 
 Nie odpowiedziałam, chociaż na moim ustach namalował się łagodny uśmiech.
 – No ale nie stójmy tak. Ciasteczko? – zaproponował.
 – North posłuchaj mnie! – Jack nalegał, ale Mikołaj nie zwracał na niego uwagi. 

 – Phil, wezwij resztę. Czas powitać nowego Strażnika. A wy chodźcie ze mną.
 Mikołaj ruszył drogą, którą przyszli. Zgadywałam, że wracamy do sali wielkiej sfery.
 Po kilkunastu minutach staliśmy przy wielkim panelu, zapełnionym przeróżnymi kolorowymi guzikami. Niedługo potem dołączyła do nas pozostała trójka. Zając, który wyglądał na niezadowolonego. Wróżka Zębuszka, która latała na około mnie podekscytowana. I Piasek. Ten ostatni spokojnie mi się przyglądał. Jakby szukał we mnie odpowiedzi na ważne pytanie. Domyślałam się o co może chodzić, jednak nie miałam okazji, by mu to wyjaśnić.
 – Cieszę się, że w końcu jesteście. Przedstawiam wam Lux. Nową Strażniczkę! Podajcie mi księgę! – krzyknął Mikołaj, a kilka elfów przydreptało niosąc wielką skórzaną księgę z złotym znakiem, którego nie byłam w stanie dokładnie zobaczyć. Otworzył ją zaczynając recytować to co brzmiało na przysięgę. Elfy zaczęły grać na instrumentach.
 – Jack. – przypomniałam mu cicho. Spojrzał na mnie i westchnął. 

 – North. Zaczekaj. Stop muzyka. – Mówił normalnym tonem, ale stanowczo. Elfy od razu się zatrzymały. W sali zapadła cisza. Mikołaj spojrzał groźnie na białowłosego. 

  –  Jack nie teraz. –  Skarcił go wzrokiem.

 –  Ale to nie może czekać.  – starał się wytłumaczyć na co siwobrody przewrócił oczami. 
 – No to słucham.
 – Nie zostanę Strażniczką. – powiedziałam. Nie miałam zamiaru prosić kogokolwiek, by się za mnie tłumaczył. Na moje słowa Mikołaj głośno się zaśmiał.
 – Owszem. Zostaniesz. 

 – Nie. – odpowiedziałam twardo.

  –  No i bardzo dobrze! –  wtrącił Zając – Nie potrzebujemy kolejnej Strażniczki, która nie potrafi uszanować wyboru Księżyca. –  mówiąc to spojrzał znacząco na Jacka.
 – Nie interesuje mnie jego wybór. Wybierzcie kogoś innego.
 –  Myślisz, że to jakaś loteria? –  oburzył się North. –  Księżyc cię wybrał, więc to właśnie ty jesteś nam potrzebna. To jest twoje przeznaczenie. Taką przyszłość w tobie zobaczył, gdy cię stworzył. –  dokończył już spokojniejszym głosem. 
  No pewnie –  pomyślałam –  Księżyc nawet nie wyprowadził ich z błędu. 
 –  Nie stworzył mnie Księżyc. –  stwierdziłam patrząc Mikołajowi w oczy. Widząc jego pytające spojrzenie dodałam szybko –  Stworzyła mnie Słońce. Dawno temu... –  Mój głoś złagodniał, gdy wymówiłam te słowa.
 –  Słońce? –  Dopiero teraz jego oczy powędrowały na jej zbroję. Zobaczył wzór słońca i zaczął gładzić po brodzie. – Przecież Słońce nie jest strażnikiem. Nie ma mocy! Wiedzielibyśmy o tym. 
 –  To prawda. Słońce na pewno nie jest Strażniczką. Ale ma taką samą moc. Stworzyła jedynie dwóch nieśmiertelnych.  
 – Jesteś Strażniczką Słońca? – zapytała Wróżka podlatując do mnie. Pokręciłam przecząco głową. Bawiła mnie ta ich chwila niepewności. Nawet nie wiedzieli czy powinni mi wierzyć. 
 – To kim w końcu jesteś? –  Tym razem to Jack zadał pytanie, a jego błękitne oczy wpatrywały się we mnie, wyczekując. 
 – Jestem ich córką. 

                                                                            

Pozdrowienia

Marethyux ❄