Prolog

 ★   ★   


  Witam. Skoro już tu jesteś, to zapraszam. Och, nie bój się. Przecież w każdej chwili możesz wyjść, a póki jeszcze tli się w Tobie ciekawość usiądź obok mnie i posłuchaj. Opowiem historię pełną nienawiści, walki i strachu, lecz nie martw się. Jest w niej także miłość, szczęście i nadzieja. Jednak pozwól bym zaczęła od miejsca gdzie wszystko miało swój początek. Miasto Świateł. Było przecudowne. Powstało na wyspie, unoszącej się wiele kilometrów nad ziemią. Wysokie budynki zrobione z białego kamienia oświetlane przez tysiące kryształów mieniących się na wszystkie kolory. Po środku miasta wznosił się zamek zrobiony z czarnego materiału, gdzie mieszkały dwa rody obdarzone potężną mocą. Złoty i Srebrny. Pozostawały rozdzielone, a lud wierzył w to, że toczy się między nimi walka o Biały Tron.

 Jednak pewnego wiosennego dnia w obu królewskich domach urodziły się dzieci. Złota księżniczka i Srebrny książę. Poznali się przypadkiem na jednej z wielu uroczystości. Pomimo zakazów rodziców, dorastali jako przyjaciele, aż nadszedł ten dzień kiedy on się oświadczył, a ona powiedziała tak.
 Ich ślub był największym wydarzeniem w dziejach miasta, a ich wesele było huczne i wesołe. Poddani świętowali trzy dni! W końcu dwa rody były połączone na zawsze w jedność.
 Jednak nie wszyscy dzielili te szczęście. Wśród poddanych powstała grupa spiskowców, którzy chcieli obalić koronę. Odkryli pradawny rytuał, który uwięziłby moce dwóch rodów na wieczność. Potrzebowali jedynie krwi osoby obdarzonej Złotem i Srebrem.
 Długo nie musieli czekać na owoc miłości nowej królewskiej pary. Złotowłosa księżniczka o wielkich srebrnych oczach. Młoda para nigdy nie czuła się szczęśliwsza.
 Księżniczka wyrosła na piękną damę, szanowaną i wielbioną przez poddanych. 
 Jednak w dniu jej osiemnastych urodzin wybuchła rebelia, która miała na celu pojmać dziewczynę. Królowa broniła jej jak mogła, walcząc zaciekle, jednak rebelianci zaatakowali w momencie jej słabości. Zaćmienie Słońca. Bez mocy została szybko unieszkodliwiona. A król nie był w stanie użyć siły przeciwko swoim poddanym. Nawet, by chronić swoją rodzinę. Księżniczka została schwytana, a jej krew zapieczętowała króla i królową, razem z mocą ich rodów. Uwięzieni na niebie, skazani na to by nigdy więcej się nie spotkać.
Nieświadomie spiskowcy pozbawili wyspę mocy, która unosiła ich w powietrzu. Tak zniszczyli swój dom i wszystko za co walczyli. 

 Teraz przejdźmy do właściwej historii. Była ciemna, ponura noc. Stałam na dachu wysokiego budynku i przyglądałam się scenie, która się przede mną odgrywała.
 Fale czarnego piachu powalały wszystko co stało na jego drodze. Czarny Pan dosiadał potężnego ogiera, a powietrze niosło jego ponury śmiech.  
 Piątka Strażników ledwo stojąc na nogach chroniła ostatniej grupki dzieci, która w nich wierzyła.
 - Poradzą sobie? - zapytałam na głos, do niewidzialnej towarzyszki. W głowie usłyszałam ciche "tak".
 Przed odejściem ostatni raz spojrzałam na walczącą grupę. Właśnie wtedy zobaczyłam go po raz pierwszy. Moją uwagę przykuły jego błękitne oczy wypełnione nadzieją i pewnością siebie. Ci Strażnicy – pomyślałam – nigdy się nie zmieniają. Na moich ustach pojawił się słaby uśmiech. Odwróciłam się plecami i odleciałam, a w mojej głowie ciągle tkwiły te zdeterminowane oczy, wspomnienie, które nigdy mnie nie opuściło.

★  ★  

Pozdrawiam

Marethyux ★